Aktualności

Jazda na karcie do tachografu należącej do szefa, kolegi, czy nawet żony albo używać magnesu – nie popłaca. Jak bowiem podaje szwedzki magazyn Tijdingen Proffs, w Danii już w 2014r. wypisano naprawdę rekordową karę za wykroczenia dotyczące czasu pracy, a konkretnie jazdy na cudzej karcie. Określono ją na około 54 tys. złotych, do tego dodano miesiąc więzienia, a także aż 18 miesięcy zakazu jazdy na terenie Danii dla kierowcy. Co więcej, bez kary nie obeszło się też w przypadku firmy transportowej, która zapłaciła około 137 tys. złotych. A w Polsce też mamy się czym „pochwalić”, choć powód do dumy to raczej mierny. Dwa dni, dwie kontrole, kilka „fantów” i wysokie kary to efekt działań podkarpackich inspektorów.

W dniu 29 i 30 października 2018r. inspektorzy z WITD w Rzeszowie, prowadząc czynności kontrolne w miejscowości Styków i Rudnik nad Sanem poddali kontroli m.in.  dwie ciężarówki należące do polskich przewoźników, którymi realizowano międzynarodowy transport drogowy. Kierowca jednej z nich transportując ładunek z Estonii do Brzozowa w woj. podkarpackim wykazał się dużą inwencją w kwestii fałszowania wskazań tachografu i rejestrowania swoich aktywności. Mianowicie w wyniku analizy cyfrowych danych zarówno zapisanych na karcie jak i w pamięci tachografu szybko okazało się, iż deklarowana ilość pokonanych kilometrów z rzeczywistym odcinkiem drogi delikatnie rzecz ujmując nie idzie w parze. Jakież było zdziwienie inspektorów, kiedy wyszło na jaw, iż nie tylko magnes ale i cudza karta nie obce były kontrolowanemu kierowcy. Efekt to kwota kary wygenerowana na poziomie 24 000 zł po przeliczeniu naruszeń z czasu pracy z kontrolowanego okresu i wszczęte postępowanie administracyjne wobec przedsiębiorcy. Jak widać dywersyfikacja działań kierowcy w tym konkretnym przypadku nie była dobrym pomysłem. Całości dopełniło zatrzymanie dowodu rejestracyjnego ciągnika w wyniku stwierdzonych wycieków płynów eksploatacyjnych oraz zatrzymane w celach dowodowych magnes i karta kierowcy.

W przypadku drugiego kierowcy będącego obywatelem Białorusi sytuacja była bardzo podobna. Z tą tylko różnicą, iż szofer ograniczył się w swych manipulacjach do używania magnesu. Jednak innym elementem niedozwolonym ujawnionym w pojeździe, który co prawda nie wpływał na kwestie rejestrowania czasu pracy był emulator AdBlue. W tym konkretnym przypadku analiza tylko jednej z deklarowanych tras (Rosja-Polska) wykazała różnicę w zapisie przebytej drogi na poziomie niemalże 800km. Łączna kwota kar stwierdzonych po przeanalizowaniu całości zapisów zamknęła się sumą 16.100 zł co przekłada się na wszczęcie postępowania administracyjnego w stosunku do przedsiębiorcy.

W obydwu przypadkach kwota kary administracyjnych została ograniczona zgodnie z ustawa o transporcie drogowym do maksymalnych 12.000 zł jakie mogą być nałożone podczas jednej kontroli drogowej. Oceniając całą sytuację, uwagę zwrócić należy na potencjalne niebezpieczeństwa. Najwyższą ceną, jaką można ponieść za jazdę według własnego uznania nie są wielotysięczne kary finansowe a ludzkie życie. Nie oszukujmy się - kilkunastogodzinna jazda bez jakiejkolwiek przerwy sprawia, że kierowca odczuwa znużenie, a jego refleks jest znacznie opóźniony. W takiej sytuacji niezwykle łatwo o wypadek. A priorytetem zawsze powinno być życie i zdrowie - wydajność pracy to kwestia drugorzędna.