Aktualności

Konfiskata pojazdu, dotkliwa kara finansowa w kwocie kilkudziesięciu tysięcy złotych (nie licząc kosztów leasingu) i dwuletni zakaz wstępu do Norwegii dla kierowcy. Tak w Skandynawii kara się za machlojki z tacho. W Polsce tym czasem może nie tak drastycznie ale również dotkliwie może zakończyć się spotkanie z inspektorami Inspekcji Transportu Drogowego. Okazję by się o tym przekonać miał kierowca białego Mana skontrolowany na Podkarpaciu.

We wtorek 6 listopada b.r. inspektorzy z WITD w Rzeszowie w miejscowości Jawornik przy DK nr 19 zatrzymali do kontroli zespół pojazdów, którym polski przewoźnik realizował międzynarodowy przewóz drogowy rzeczy z Turcji do naszego kraju. Szczegółowa analiza danych elektronicznych dotyczących czasu pracy kierowcy, danych technicznych tachografu oraz wydruków z urządzenia rejestrującego, dała impuls do przeprowadzenia szczegółowej kontroli instalacji elektrycznej pojazdu. Inspektorzy postanowili przeprowadzić kontrolę tachografu przy użyciu specjalistycznej aparatury. Zgodnie z przewidywaniami inspektorów, kontrola wykazała, iż do tachografu zostało zainstalowane dodatkowe, niedozwolone urządzenie. Wobec powyższego a także nieprzejednanej postawy kierowcy, który stanowczo zaprzeczał jakoby cokolwiek wiedział o zainstalowanym niedozwolonym urządzeniu, pojazd skierowano do zatwierdzonego warsztatu w celu przeprowadzenia dodatkowych badań. Na miejscu uprawniony diagnosta nie miał najmniejszych problemów ze znalezieniem wyłącznika, który został podłączony do oryginalnej instalacji tachografu. Wobec ujawnienia niedozwolonego urządzenia kierowca nagle odzyskał pamięć i wskazał w jaki sposób z niego korzystał tak by móc kontynuować kurs bez zatrzymywania się i jednocześnie deklarować odpoczynek.

Oczywiście niedozwolone urządzenie zostało zdemontowane i zatrzymane w celach dowodowych. W stosunku zaś do przewoźnika zostało wszczęte postępowanie administracyjne zagrożone karą w kwocie 10 000 zł.